czwartek, 2 lutego 2012

Skąd się wzięła nazwa ........ PŁOCK

Dawno, dawno temu, gdy na Mazowszu królowały bory, w małej osadzie rybackiej, u podnóża wysokiej góry, na brzegu szerokiej rzeki Wisły mieszkał ubogi chłop z żoną i jasnowłosym synkiem. Synek był już prawie wyrostkiem, a że charakter miał dobry, pomagał ojcu i matce ze wszystkich sił. Skoro świt mężczyźni w osadzie krzątali się przy swoich czółnach szykując je do połowu ryb na rzece. Kobiety pracowały w chatach i obrabiały małe poletka, na których uprawiano jęczmień.

Dzieciaki bawiły się przed domami w piasku, starsi chłopcy szli pomagać rybaczyć ojcom. Syn ubogiego był dobry nie tylko dla swoich, ale też pomagał każdemu, kto tylko potrzebował pomocy. Chodził więc po wsi, wspierał potrzebujących, a co w jednej chałupie usłyszał, to w drugiej opowiedział. I tak pomału wszyscy zaczęli nazywać go Plotkiem. Minęło kilka lat, chłopiec jeszcze bardziej wydoroślał. Pewnego razu na brzegu rzeki pojawiła się nie wiadomo skąd, obca starsza kobieta. Siedziała na kamieniu, trzymając utrudzone nogi w wodzie, a złocisty piach przesypywała przez stare, pomarszczone ręce. Słońce grzało, w nabrzeżnych krzewach ptaki wyśpiewywały swoje trele, a ona siedziała ze smutną twarzą i wpatrywała się w wartko płynącą wodę. Plotek ostrożnie podszedł do niej. Jakoś żal mu się zrobiło tej utrudzonej, a może i głodnej kobiety. Staruszka usłyszała szelest i zatrwożyła się. Zalęknionymi oczyma patrzyła na zbliżającego się młodzieńca. W jej starych i zmęczonych oczach zaszkliły się łzy. Plotek odważnie zapytał, jaka krzywda jest powodem jej smutku. Ponieważ chłopiec wyglądał na uczciwego człowieka, z chęcią opowiedziała mu o swoim wielkim kłopocie…

„Kiedyś miałam synka. Pacholę było bardzo mądre i nadzwyczaj dobre. Nazywał się Przemko. Rósł w spokoju ku radości mojej i ojca. Pwenego dnia do naszej wioski przybył nieznajomy mężczyzna. Był tak straszny i potężny, że wszyscy przerażeni pochowali się po swoich chatach i gdzie kto mógł. Lecz on nie zważał na ich strach. Swym potężnym głosem zażądał wszystkiego co mieli. Przestraszeni ludzie oddawali cały dobytek. Tylko u nas była taka bieda, że nie mieliśmy co dać, więc okrutny olbrzym sam sobie wybrał to, co jeszcze posiadaliśmy – za zabrał nam ukochanego Przemka. Zniknął z chłopcem tak błyskawicznie, jak się pojawił. Rozpacz nasza nie miała granic. Ojciec z dnia na dzień coraz bardziej zmartwiony niemożnością odzyskania syna, tracił siły, zdrowie i wreszcie zmarł z rozpaczy. Całe nieszczęście spadło na moją głowę. Chodzę po świecie wiele lat i szukam swego Przemka. Moją największą radością byłoby przed zbliżająca się śmiercią zobaczyć ukochanego syna”.

Staruszka skończyła swoją opowieść i rozpłakała się na dobre. Plotka tak wzruszyła ta opowieść biednej kobiety, ze postanowił odnaleźć Przemka i uradować zbolałe serce matki. Zaprowadził ją do chaty, pod opiekę rodziców, a sam udał się do najstarszego i najmądrzejszego z osady człowieka, który niejedno w życiu wiedział o rzeczach strasznych i niepojętych. Plotek dowiedział się od niego, że Przemko najprawdopodobniej jest uwięziony po drugiej stronie rzeki u władcy krainy borów, nieprzebytych bagien i jezior. Prędko zabrał się w drogę. Pożegnał matkę i ojca, a staruszce obiecał, że przyprowadzi syna. Wsiał do łodzi. Żegnali go wszyscy. Rzeka była nieprzyjazna. Łodzią kręciły wiry. Ale Plotek był silny i posiadał mocną wolę. Rzeka musiała ustąpić. Dalej drogę zagrodziły mu piaski i bagna. Tonął w nich po pas, ale otrzymany długi drąg od mądrego starca wyratował go z wciągającego piasku i topiących bagien. Ciężko było Plotkowi dostać się do okrutnego władcy borów. Teraz czekał go największy wysiłek. Władca borów był złośliwym i przebiegłym czarnoksiężnikiem i wiedział, że idzie do niego mocny człowiek po jego zdobycz, jaką był Przemko. Czarnoksiężnik na drodze Plotka stawiał wiele trudnych przeszkód, których niejeden rycerz by się przestraszył i zawrócił z drogi. Plotek szedł nieulękniony i bardzo śpieszył się, by zdążyć na czas, przed śmiercią staruszki. Nie pomogły żadne czary władcy borów. Plotek pokonał wszystkie przeszkody i dotarł do okrutnika, który dręczył ludzi. Siła tkwiąca w Plotku spowodowała, że cały zamek ukryty głęboko za rzekami, bagnami i jeziorami rozpadł się w gruzy, a sam władca borów zmienił się twardy kamień. Plotek odszukał Przemka i razem wrócili już bez żadnych przeszkód do osady nad rzeką, gdzie czekano ich z utęsknieniem i wielką nadzieją.

Radość była wielka wszystkich, a najbardziej starej kobiety z odzyskania syna, która od razu powróciła do zdrowia. Ojciec i matka Plotka byli dumni z takiego syna. Ludność wioski nad rzeką na cześć swojego bohatera nazwała osadę Plockiem.

Z wiekami Plock zmienił swoją nazwę na Płock, ale do dzisiejszego dnia nad brzegami tej największej polskiej rzeki Wisły pozostała ulica Rybaki na cześć dawnych mieszkańców tej prastarej osady
 
PŁOCK Z LOTU PTAKA .
 
 
 
 ULICA RYBAKI
 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prześlij komentarz